Własność intelektualna jest przedstawiana jako fundament cywilizacji. Jako warunek konieczny twórczości, innowacji i postępu. My twierdzimy, że jest odwrotnie. Że system IP, jaki znamy, chroni przede wszystkim tych, którzy już mają — kosztem tych, którzy mogliby tworzyć. Nie wzywamy do rewolucji. Wzywamy do myślenia.
Idee nie są własnością.
Są wspólnym dziedzictwem ludzkości.
Ograniczanie wiedzy szkodzi więcej,
niż chroni.
Innowacja rozwija się
w otwartości, nie w monopolu.
Idee nie zachowują się jak własność. Gdy dzielisz się krzesłem — tracisz je. Gdy dzielisz się pomysłem — obaj go macie. Zestawienie idei z ziemią, budynkami i maszynami to celowy zabieg językowy, który ma sprawić, żebyśmy traktowali ograniczanie wiedzy jako coś naturalnego. Nie jest.
Prawa do większości utworów muzycznych, filmów i książek nie należą do ich autorów — należą do korporacji, które je kupiły. Przeciętny muzyk zarabia ułamki centów ze streamingu, podczas gdy wytwórnia zbiera dywidendy przez 70 lat po jego śmierci. System, który został stworzony „dla artystów", służy przede wszystkim tym, którzy nigdy nie stworzyli ani jednej nuty.
Lek na wirusowe zapalenie wątroby typu C kosztuje w produkcji kilka dolarów za dawkę. Dzięki patentom jest sprzedawany za tysiące. Miliony ludzi umierają nie dlatego, że medycyna nie zna lekarstwa — lecz dlatego, że ktoś jest właścicielem wzoru chemicznego. Nazywamy to ochroną innowacji. Powinniśmy nazywać to tym, czym jest.
Homer, Szekspir, Bach, budowniczowie katedr gotyckich — żaden z nich nie miał copyrightu. Większość najważniejszych dzieł w historii ludzkości powstała w świecie, w którym kopiowanie było normą, a nie przestępstwem. Argument, że bez IP nie będzie twórczości, jest empirycznie fałszywy.
Firmy wydają więcej na prawników patentowych niż na badania. Patent trolle blokują rozwój technologii, których sami nigdy nie stworzyli. Korporacje budują „lasy patentowe", żeby uniemożliwić konkurentom wejście na rynek. System, który miał chronić wynalazców, stał się narzędziem monopolistów.
Linux obsługuje 96% serwerów na świecie. Wikipedia zastąpiła Encyclopaedię Britannicę. Firefox, Android, WordPress, Python, TensorFlow — fundamenty współczesnej gospodarki cyfrowej powstały bez ochrony IP. Nie trzeba nikogo zmuszać do tworzenia. Wystarczy nie przeszkadzać.
Projektów ubrań nie da się opatentować ani objąć prawami autorskimi. Są kopiowane otwarcie i masowo. A mimo to branża modowa generuje biliony dolarów i nieustannie się odradza. Brak ochrony IP nie zabił kreatywności. Uczynił ją koniecznością.
Artykuły naukowe, finansowane z publicznych podatków, są zamykane za paywallem akademickich wydawnictw. Student w Nairobi nie może przeczytać badania, za które zapłacił podatnik w Waszyngtonie. Zamykanie wiedzy za bramką to nie jest model biznesowy. To jest sabotaż cywilizacyjny.
Newton stał na ramionach gigantów. Einstein czerpał z Lorentza i Poincarégo. Telefon wynaleźli jednocześnie Bell i Gray. Każdy pomysł jest wynikiem tysięcy wcześniejszych pomysłów. System patentowy przyznaje monopol jednej osobie za coś, co jest produktem zbiorowym. To jest fikcja prawna, nie sprawiedliwość.
Nie twierdzimy, że mamy wszystkie odpowiedzi.
Twierdzimy, że zadajemy właściwe pytania.
Ten manifest nie jest dogmatem. Jest zaproszeniem do rozmowy, której większość ludzi nigdy nie odbyła — bo przyjęli status quo za prawo natury. Nie jest.
∅ no ip world · ten tekst jest w domenie publicznej